_____________________________________________________________________________
O Boże-pomyślałam . Dopiero uświadomiłam sobie, że tańczę właśnie z osobą, którą kocham od wieków. On... Jest idealny w każdym calu. Nieziemskie oczy. Włosy w ,,artystycznym nieładnie"... Wygląda jak marzenie każdej kobiety. Żenujące jest tylko to, że nie przestał mi się podobać od lat. Znaczy... Najpierw mi się podobał, bo był... Inny? Nawet nie potrafiłabym tego określić. Po prostu przyciągał mnie wszystkim , co go charakteryzowało. Patrzyłam mu prosto w oczy. To było nieco dziwne, że akurat teraz poleciała jakaś wolna ballada.
Kiedy piosenka się skończyła, on uśmiechnął się do mnie przelotnie, odwrócił się i zniknął w tłumie. Zaraz, co?! Szukałam go wzrokiem ,ale nigdzie go nie było. Jeju! Nie mogłam uwierzyć w to, co wlaśnie się stało. W końcu...Był i ze mną tańczył, patrzył mi w oczy, a po piosence nie zamienił ze mną nawet słowa. A może ja po prostu zbyt wiele sobie wyobrażam?! Może tak naprawdę to całkowicie normalne, a to ja mam jakieś urojenia, że powinno być inaczej? Przecież to tylko domówka, a nie jakiś elegancki bal z drogim winem i innymi pierdołami?
-Rosie!-usłyszałam głos Louisa, który stał za mną. Odwróciłam się do niego zaskoczona.
-Hę?-mruknęłam.
-Co ja widzę...-zabawnie poruszył brwiami.
-Lou, o czym ty w ogóle gadasz?- zaśmiałam się.
-O tobie i Harry'm, tańczyliście
-Loui, to jest liceum. To całkiem normalne, że tańczyliśmy. Szkoda tylko, że ten taniec znaczył dla mnie dużo więcej niż dla niego- westchnęłam.
-Ej mała, nie martw się. Może po prostu zasługujesz na kogoś znacznie lepszego niż on?- chłopak poklepał mnie po plecach.
-No nie wiem, w każdym razie jest okay
-To dobrze, w takim razie muszę cię opuścić, lecę do Lolki.
-Jak chcesz mieć u niej szanse to jej tak nie nazywaj, nienawidzi tego przezwiska- zaśmiałam się.
-Ja nie w tej sprawie- wyszczerzył się i poszedł.
No tak, a ja znowu zostałam sama ze swoimi głupimi myślami, które tak lubią mnie dołować. Lepiej byłoby, gdyby spodobał mi się Louis. Jestem pewna, że jemu mogłabym wyznać swoje uczucia, a Hazza zawsze był dla mnie tylko kolegą. Rany, pamiętam jak kiedyś chodziliśmy na harcerstwo. Kurde, do teraz mam czasem poczucie winy, że łamię prawo harcerskie, które mówi, że harcerz nie może pić alkoholu. Dawne przyzwyczajenia zostały, w końcu trzy lata temu byłam nawet drużynową. Ale co imprezę łamię to prawo odkąd odeszłam od harcerstwa. Doskonale pamiętam jak na dyskotekach, kiedy byłam jeszcze harcerką odmawiałam alkoholu. Teraz nie mam z tym problemu. Mniej więcej dlatego podeszłam do baru i wyciągnęłam puszkę piwa. Brałam duże łyki. Przepełniał mnie smutek, spowodowany Hazzą.
-Czemu druhenka prawa łamie?- usłyszałam znajomy chichot, który wprawił mnie w osłupienie.
-Przypominam sobie, że druh również je złamał- zaśmiałam się podnosząc wzrok na jego anielską twarz, Harry.
-To już nie nowość...
-Wiem to doskonale. Czemu tak zniknąłeś?
-Kiedy?
-Gdy piosenka się skończyła- zauważyłam, że napiął wszystkie mięśnie, tak jakby nagle się zestresował. Zdziwiło mnie to. Czyżby miał do tego jakiś powód?
-Nie wiem, tak jakoś- powiedział cicho. Tak bardzo korciło mnie to ,żeby spytać co się stało, a jednak nieśmiałość wzięła za wygraną i tego nie zrobiłam.
-Ah... Okej- mruknęłam.
-Ej , widziałaś może Liama?...
-Niestety nie, a co?
-Eh, miałem mu coś przekazać. Eh... Może to głupio zabrzmi, ale nie wiesz co myśli o nim Cindy?-spytał nieco speszony.
-Lubi go, uważa, że jest w porządku, a co? Spodobała mu się?- uśmiechnęłam się lekko.
-Nooo....Trochę-uśmiechnął się- Wiesz jak to jest, kazał mi się dowiedzieć. Sama robiłaś tak w gimnazjum -Harry uśmiechnął się pod nosem po czym uważnie zilustrował moją twarz. Boże, on wiedział, że to ja kazałam pytać się go o mnie dziewczynom?! Jestem skończona! Co on mógł sobie o mnie pomyśleć w takiej chwili?! Pewnie sądzi teraz, że jestem kretynką! Muszę się jakoś z tego wymigać...
-Co? Nie wiem o co ci chodzi, ja nigdy tak nie robiłam- próbowałam zachować kamienną twarz, chociaż w tej chwili strasznie chciało mi się śmiać.
-No...Czyli, że to nie ty kazałaś Angeli pytać się mnie co o tobie sądzę?-spytał wyraźnie zaciekawiony.
-Nie, nie ja. Nawet nic o tym nie wiem- udawałam zdziwioną.
-To zwracam honor-uśmiechnął się szeroko, ale miałam przeczucie, że jednak mi nie uwierzył- Dobra, muszę już lecieć- mruknął odchodząc.
Kurczę, ta rozmowa była taka dziwna! Wyglądało na to ,że on był pewny tego, że to ja wtedy chciałam wiedzieć co o mnie sądził i ... Najwyraźniej podobała mu się ta perspektywa... Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Otworzyłam kolejną puszkę piwa, a pijąc ją, czułam się lekko podpita, ponieważ z trudem łączyłam wszystko co działo się dookoła w całość.
Nie wiedziałam co się dzieje. Kojarzyłam tylko, że tańczę z schlanym Mickiem, Zaynem, Lou... I kimś jeszcze, nawet nie wiem z kim... Boże, tak bardzo bolała mnie głowa. Nie wiem po co piłam alkohol po raz kolejny. Pamiętam tylko płaczącą Lolę na schodach.
Obudziłam się w swoim łóżku, leżałam w swojej sukience. Nie przebrana, ale za to otulona kołdrą. Na myśl nasuwało mi się jedno pytanie. Co działo się dalej piątkowego wieczoru?! Wstałam z łóżka. Moje szpilki leżały na podłodze, która swoją drogą była przyjemnie chłodna. Najdziwniejsze było to, że po totalnym spiciu się nawet nie dostałam kaca... W sumie to dobrze. Wyszłam z pokoju kierując się na dół. Byłam niewyspana, nie wiem nawet o której zasnęłam. Gdy byłam w salonie zobaczyłam, że Lola z rozmazanym tuszem leży na kanapie. Czyli jednak coś się musiało stać... Jak to możliwe, że to przegapiłam?! Na fotelu była skulona w kłębek Angela, ale za to nigdzie nie widziałam Cindy.
-Wstałaś już?- o wilku mowa. Dziewczyna właśnie wyszła z kuchni z dwoma kubkami kawy.-Masz, to dla ciebie- podała mi jeden z nich.
-Coś mnie wczoraj przegapiło?-spytałam.
-Chodź do mnie do pokoju, wszystko mi opowiesz- mruknęłam zaczynając wchodzić po schodach.
Wygodnie rozsiadłyśmy się na moim łóżku siedząc naprzeciwko siebie. Byłam bardzo ciekawa tego, czego się dowiem. W końcu Lola nie rozpłakałaby się przez byle co.
-Mam zacząć od dobrej czy złej wiadomości?
-Ugh, dobrej
-A więc Harry i Zayn kłócili się o ciebie.
-Co?-podniosłam głos. Czy aby na pewno się nie przesłyszałam?!
-No,na 99% -zachichotała po chwili dodając- Mówili coś o jakiejś Rose, Zayn bulwersował się, że od tak dawna Hazz cię ignoruję, a kiedy on chce zadziałać to nagle cię chce. Styles odpowiedział, że niczego nie obiecuje i to nie jego sprawa, a Malik mruknął coś żeby lepiej się zdecydował.
-O Boże- pisnęłam. Nie wiedziałam ,czy to co usłyszałam było dobre, czy też nie, ale miałam dziwne wrażenie, że już niedługo wszystko stanie się jasne.
-Jak chcesz, to mogę podpytać się któregoś z nich o co chodzi- uśmiechnęła sę Cindy.
-Nie, nie! Nie rób nic!-odparłam szybko. Kiedyś też dziewczyny tak robiły, ale potem zawsze z tego powodu powstawały niepotrzebne nieporozumienia...- A ta zła? O co z nią chodzi?-spytałam po chwili.
-Lola pokłóciła się z Ericem. Mówił, że jej nie kocha i nie będzie i żeby nie robiła sobie nadziei, a ona z kolei nawrzeszczała na niego ,że jest idiotą, który myśli, że nie można bez niego żyć, powiedziała jeszcze, że każdy chłopak jest lepszy od niego.
-Boże, znowu się pokłócili... To takie wkurzające, że udają na co dzień przyjaciół, ale tak naprawdę się nie cierpią- westchnęłam z żalem.
-Właśnie- mruknęła Cindy spuszczając wzrok. Przygryzła wargę, a dłonią wsunęła kosmyk włosów za ucho.
-Ej-spojrzałam na nią podejrzliwie, na co spojrzała na mnie z pytającym wzrokiem.
-Ty coś kryjesz, no Cindy powiedz!-rozkazałam.
-No...Dobra, zerwałam z Ericem. Serio mam go dość! Jest strasznie chamski i niby byliśmy razem, ale przecież nawet tego sobie nie okazywaliśmy-oburzyła się.
-Racja...
____________________________________________________________________
Jeżeli doszłaś aż tutaj to bardzo dziękuję i proszę zostaw komentarz <3 Dla ciebie to sekunda, a dla mnie wielka motywacja <3